piątek, 4 grudnia 2015

Seria "Lena i Estera", rozdział 2: "Pechowa Lekcja", od Leny

Od mojego spotkania z Esterą minął niecały tydzień, ale myślę, że już się przyjaźnimy. Siedzimy razem na wszystkich lekcjach, oprócz angielskiego i niemieckiego, ponieważ należymy do dwóch różnych grup. Nie sądzę jednak, że mam szanse usiąść z kimś innym. Uczniowie w tej szkole są dziwni. Wszędzie, gdzie tylko pójdę, znajduję umalowane jak lalki dziewczyny i śmierdzących potem kolesi z herbami klubów piłki nożnej. Trzymają się w zbitych grupkach, do których nie wpuszczają nikogo z zewnątrz.
Jeśli chodzi o nauczycieli, nie poznałam jeszcze wszystkich, ale wydają mi się nieco inni, niż ci, którzy uczyli w mojej starej szkole. Moja wychowawczyni, nauczająca chemii, traktuje całą klasę jak dzieci, matematyczka  się jąka, katechetka uważa się za ascetkę wśród satanistów… Cóż,  na razie tylko pan Chełmowski wydaje się normalny.

*

W piątkowy poranek ciężko było mi wstać. Pani Grzymała – nauczycielka sztuki – zadała na ten dzień narysować krajobraz, który zobaczyliśmy na wakacjach. Jednak moje umiejętności malarskie były za niskie nawet na 3 w systemie oceniania owej kobiety, więc do trzeciej w nocy  próbowałam narysować Twierdzę Chertwisi[1] w sposób, w którym wyglądałaby jak zamek.
Ubrałam się w moje ulubione, podarte jeansy i koszulkę z wilkiem i poszłam do kuchni. Szybko zjadłam miskę płatków kukurydzianych i wstawiłam ją do zlewu. Nie miałam czasu wyjść z Mizerykordią na spacer, więc napisałam kartkę z prośbą o to i powiesiłam ją na lodówce. Może wujek wstanie i przeczyta ją zanim mój szczeniak zasika całą podłogę. Następnie umyłam zęby, po czym uczesałam włosy i doszłam do wniosku, że muszę je ponownie podfarbować, ponieważ rude odrosty ponownie zaczęły się pojawiać. Mam nadzieję, że gdzieś w Miłorząbach znajduje się drogeria i Estera mnie tam zaprowadzi.
Narzuciłam bluzę na ramiona, wzięłam torbę ze smokiem i zbiegłam po schodach. Na klatce śmierdziało alkoholem. Nie wiem, jak babcia mogła mieszkać tu przez 40 lat. Może dlatego razem ze swoimi kotami przeniosła się do domu spokojnej starości, a mieszkanie oddała nam. Szczerze mówiąc, wolałam mieszkać w Poznaniu, na wynajętych dwóch pokojach w czystym budynku, niż tu.
Jesienny wiatr nie należał do najcieplejszych. Nadchodzi zima, a ja nadal nie mogę znaleźć żadnych w miarę ładnych, ciepłych ubrań. Będę musiała wybrać się do Bydgoszczy i kupić sobie coś nowego.
Estera siedziała na ławce przed blokiem. Teoretycznie, mieszkałyśmy pięć minut od szkoły i mogłybyśmy spotykać się tam, ale mimo to czekała na mnie codziennie.
- Hej – przywitałam ją. Dziewczyna zauważyła mnie, wstała i uśmiechnęła się.
- Cześć – powiedziała radośnie i ruszyłyśmy w stronę szkoły. Estera zaczęła opowiadać mi fabułę jej ulubionego serialu – a właściwie – anime[2] One Piece. Nie mam nic przeciwko japońskim bajkom, i może kiedyś sobie je obejrzę, ale chyba wolę anglojęzyczne seriale. Tymczasem doszłyśmy już do szkoły. Zaczynałyśmy językami, więc rozeszłyśmy się do klas.
Nauczycielka angielskiego była Polką, ale na pewno przez długi czas mieszkała za granicą, albo tylko się popisuje (umiejętności tej klasy są zadziwiająco niskie). Przeplatała obydwa języki w wypowiedziach, przez co trudno ją zrozumieć. Wpuściła uczniów do sali, a ja zajęłam moje miejsce w drugiej ławce.
- Dzień dobry, drodzy students – przywitała się. – Możecie sit down.
Z całą pewnością będzie to taka sama lekcja jak zwykle – nudna. Nawet gdybym nie spędzała każdych wakacji w Irlandii, mogłabym śmiało twierdzić, że ta klasa jest po prostu, w jakiś sposób opóźniona. W końcu, która klasa w 3 klasie gimnazjum zaczyna z present perfect?

*

Udało mi się przetrwać wszystkie lekcje. Nadszedł czas na wf.
Razem z Esterą poszłyśmy do szatni i zaczęłyśmy się przebierać. Inne dziewczyny narzekały, że nie mogą ćwiczyć z biżuterią. Po pięciu minutach poszłyśmy na salę.
Wuefista kazał nam biegać. Byłam szybsza od Estery, więc po chwili ją wyprzedziłam. Nauczyciel kompletnie się nami nie interesował.
Po bieganiu rozpoczęliśmy rozgrzewkę, a następnie grę w dwa ognie. Piłka latała na wszystkie strony, a ja byłam jedną z niewielu osób, które potrafiły ją złapać i rzucić. Udało mi się skuć kilka osób, a po ich minach wywnioskowałam, że czegoś się boją. Nie rozumiałam tego.
Pod koniec lekcji nauczyciel zagwizdał i dał sygnał, żebyśmy do niego podeszły, co wszystkie uczyniłyśmy i… zaczął po nas jechać.
- Antosiewicz, jeszcze raz zobaczę cię z makijażem na lekcji, a wylądujesz u dyrektorki. Orlińska, zamiast gadać złap piłkę. Janowicz, zacznij biegać, albo kiedyś twoja gruba dupa zablokuje korytarz. Kozłowska, masz zbijać przeciwników, a nie swoją drużynę – kontynuował swoją tyradę, a na twarze wyczytanych uczennic wyrażały tylko obojętność. Podskoczyłam, słysząc swoje nazwisko.
- Różańska, czy nazwisko z kolorem w nazwie zobowiązuje do farbowania włosów? – w przeciwieństwie do innych najwyraźniej chciał mnie ośmieszyć pytaniem. Niedoczekanie.
- To zależy, czy noszenie nazwiska z ‘opium’[3] jest jednoznaczne z zachowywaniem się jak naćpany.
Nauczyciel  zrobił się czerwony. Najwyraźniej był na tyle straszny, że nikt nigdy nie skomentował narkotyku w jego nazwisku. Albo po prostu w tej szkole są sami debile.
Wuefista chyba odpuścił sobie ochrzanianie mnie. Poczułam dumę, do czasu, aż przyczepił się do Estery.
- Fenek, jesteś najgorszym sportowcem jakiego kiedykolwiek widziałem. Bieganie w twoim wykonaniu to kompletna porażka. Większość uczniów chodzi szybciej od ciebie. Gra w dwa ognie… Co ty za dzikie balety odstawiasz? Ta gra polega na łapaniu i kuciu, a nie przewracaniu się! A teraz do szatni, nie mam zamiaru dłużej oglądać waszych krzywych ryjów!
Wszyscy odeszli. Estera miała łzy w oczach. Przebrałyśmy się i poszłyśmy do domu, a ona nie odezwała się ani słowem.
- No to… pa – próbowałam się z nią jakoś pożegnać, ale kiwnęła tylko głową i poszła do internatu. Nie wiedziałam, co powinnam zrobić.
Weszłam do mieszkania, a Mizia od razu podbiegła i zaczęła obszczekiwać moje nogi. Zdążyłam jedynie zdjąć bluzę.
- Miziunia! – przywitałam się z nią i wzięłam szczeniaka na ręce. Zaczęła oblizywać mi twarz i bić ogonem po rękach. Dotknęłam nosem jej noska. Ale… coś było nie tak. Pachniała chemią i farbami. Dopiero teraz zauważyłam, że golden retriever ma białe łaty i czarne plamki na grzbiecie. A całe łapy i brzuszek umazany od przeróżnych kolorów!
- Zostawiłam cię pod opieką trzech dzieciaków. Tak to się kończy, co? – mówiłam do psa i szłam do łazienki. Jednak przechodząc obok lodówki, nadepnęłam na coś mokrego i zdziwiona, poślizgnęłam się.
Okazało się, że wuj śpi nadal. Dobra, rozumiem, przyjęcie inauguracyjne wystawy jego obrazów, a później powrót z Poznania. Okej. Ale jest wpół do trzeciej, a on nadal w łóżku?
Zdecydowałam się najpierw umyć podłogę po psich sikach, a następnie wykąpać Mizerykordię. Ciotka zabiłaby mnie, gdyby zobaczyła kuchnię w tym stanie.

*

Mizia kręciła się przez całą kąpiel. Tak jak ona, byłam mokra od stóp do głów. Wysuszyłam psa i przebrałam się.
- Oj Miziu, chyba będę musiała zrobić pranie – gadałam do leżącego w ręczniku psa. – Przy okazji wypiorę też mój strój na wf.
Przeszukiwałam plecak, gdy przypomniałam sobie, że zostawiłam worek w szafce. Napisałam karteczkę gdzie idę (mimo że wracam za 10 minut, ciotki i kuzynostwa nie ma, a wuj śpi) i wyszłam.
Szkoła była całkowicie pusta, jeśli nie liczyć woźnego i mnie. Od razu poszłam do szafek i wyjęłam mój worek ze złotą różą. Następnie udałam się do głównego wyjścia. Chociaż nie, pójdę do baru na obiad. Ciotka już wyjechała, a ja jestem noga z gotowania, i lepiej wydać te kilkanaście złotych niż spalić kolejny garnek.
Zmieniłam kierunek i postanowiłam wyjść drzwiami koło sali gimnastycznej, skąd było najbliżej do ‘mleczniaka’, ale…
Na korytarzu przed drzwiami leżał zakrwawiony trup. Spanikowałam i pobiegłam do woźnego.
- Panie woźny… – stanęłam w drzwiach, a brodaty mężczyzna spojrzał na mnie pytającym wzrokiem.
- Przy sali gimnastycznej… Ciało… – wydusiłam z siebie i zemdlałam.

*

Obudziłam się dziesięć minut później. Leżałam na kanapie, a koło mnie siedział wuj.
- W końcu odzyskałaś przytomność, Lenko – powiedział troskliwym głosem. Próbowałam wstać, ale gestem powstrzymał mnie i kazał siedzieć.
- Co się stało? – spytałam bezsensownie, a później przypomniałam sobie całą sytuację.
- Zemdlałaś gdy zobaczyłaś ciało pana Opiumowicza leżące przy drzwiach – mówił kojącym głosem wujek. – Jadłaś coś dzisiaj?
- Tylko miskę płatków rano.
- No widzisz – uśmiechnął się. – To tylko głód. Idziemy coś zjeść?
- Tak! – wujek tak samo jak ja nie umiał gotować. Wstałam z tapczanu  i zmierzałam ku drzwiom, ale drogę zagrodziła mi gruba jak baleron policjantka.
- Świadek zostaje do przesłuchania – odpowiedziała niskim głosem.
Chciałam zaprotestować, ale wuj mnie uprzedził.
- Oczywiście, pani władzo – powiedział. – Przyniosę ci coś do jedzenia – zwrócił się do mnie.
I tak sam na sam zostałam z olbrzymią policjantką.



[1] Bardzo stary zamek w południowej Gruzji.
[2] W Japonii anime określa wszystkie filmy i seriale animowane, a poza nią to japońskie filmy animowane i styl japońskiej animacji.
[3] Substancja odurzająca.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz